• Wpisów:7
  • Średnio co: 122 dni
  • Ostatni wpis:2 lata temu, 17:30
  • Licznik odwiedzin:1 708 / 978 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Wciąż nie potrafię poukładać swojego życia. Wciąż muszę zmuszać się do kochania, oddychania, uśmiechania się, robienia czegokolwiek...
 

 
Wczoraj usiadłam na huśtawce. Poczułam się tak, jakbym znów miała osiem lat. Och, jak człowiek nie docenia momentów które przeżywa. Omija je, ciągle pragnie tego co będzie później, a gdy owe później przybywa - nie cieszy się, bo dalej pragnie tego co jest dalej. Co nas tak pcha do odkrycia wszystkiego, co jest przed nami? To trochę jakbyśmy szli w stronę śmierci (i o dziwo!) świadomie się śpiesząc.


Mam parę założeń które chcę choć w połowię zrealizować przed ślubem. Głęboko wierzę, że uda mi się, po prostu.
1) Więcej wody. 1,5 litra minimum. Mało, a często.
2) Umiar. We wszystkim, a najważniejsze: w jedzeniu.
3) Więcej chcieć, mniej MUSIEĆ. Wszystko zależy ode mnie, siła którą w sobie noszę również.

Kibicuję sobie i wszystkim w postanowieniach!
 

 
Zaczynam dbać o siebie coraz częściej. Czytam, piszę, robię zdjęcia i dużo ćwiczę. Regularnie uczęszczam na siłownię i kładę krem na twarz. Tak dobrze wreszcie być ze sobą choć na chwilę w zgodzie. W sierpniu będę miała Męża, zaś sama zostanę żoną. Chyba nie mogę się doczekać.

 

 
"Człowiek jest wielki nie przez to, co posiada, lecz przez to, kim jest; nie przez to, co ma, lecz przez to, czym dzieli się z innymi."

Piękny dzisiaj dzień. W sam raz na rowery, koc i jezioro. Może porobię trochę zdjęć. Mama przywiozła świetnych chlebek od wujka, który sam piecze, więc moje śniadanie było dzisiaj wyśmienicie pyszne. Trochę we mnie więcej szczęścia i wiary niż ostatnio. Jakoś znów zaczęłam oddychać i oby tak zostało.
 

 
Czuję się jak śmieć.
Z każdej strony dotyka mnie dezaprobata ze strony innych, ciągle jestem zbyt nierozgarnięta, niewystarczająca, mogłabym zrobić coś lepiej, mówię zbyt szybko, za bardzo się czepiam i niby o wszystko, źle się wyrażam, gorzej funkcjonuję, kiepsko wyglądam, nie robię tak jak inni chcą więc jestem zła, w ogóle okropna i niereformowalna.
Życie zaczyna mnie przeskakiwać, przerastać, wywyższać się a mnie sprowadzać na manowce. Leżę i kwiczę we własnej krwi po toporze wojennym stoczonym o choćby namiastkę chwilowego szczęścia.
Ludzie przychodzą do mnie ze swoimi problemami, ciągle mi się żaląc i nie rozumiem: przecież nie jestem psychologiem, nie mogłabym być, jestem zbyt rozchwiana emocjonalnie i nawet sobie pomóc nie potrafię.
Przemęczona już jestem; życiem, deszczem, zimnym wiatrem, słowami które bolą, pracą która nie rozwija, wciąż zbyt słabą kawą, zmęczona tłustym jedzeniem, wysiłkiem fizycznym i brakiem książek, zmęczona jestem majaczeniem innych, ich dysfunkcją logicznego myślenia, zmęczona jestem także sobą, swoimi wiecznymi problemami, stresem, złą głową, nieukładającymi się włosami. Najprościej (a zarazem najtrudniej) byłoby strzelić sobie w łeb.
 

 
Ostatni dzień wolnego właśnie minął. Próbuję sobie uświadomić, że to najwyższy czas wracać do żywych, zacząć normalnie funkcjonować i nie dać się zwieść złym myślom. Obiecałam sobie, że głupoty będę strącać na bok, a jednak wciąż wracają i dręczą mnie.
Nic złego nie może się stać. Jesteśmy tylko ludźmi, wszyscy popełniamy jakieś błędy, jesteśmy chorzy, mamy fobie. Jestem tylko człowiekiem, który tak jak reszta odczuwa smutek, ból, zmartwienia, lecz mimo wszystko muszę się starać, aby to wszystko mnie nie przerosło. Chcę posiadać wolną od pesymistycznych myśli głowę, lżejszą duszę i kochać swoje ciało. To wszystko jest na wyciągnięcie mojej ręki. Wszystko, co złe, dzieje się tylko w mojej głowie, bowiem z każdej sytuacji można wyciągnąć coś dobrego.

Dzisiaj było miło, naprawdę. Dużo spacerowaliśmy, jeździliśmy rowerem po lesie, świeciło słońce i śpiewały ptaki. To naprawdę był dobry dzień. Chciałabym mieć tylko takie.
 

 
Od dłuższego czasu borykam się z ogromem myśli na temat zmiany mojego życia. Mam pewność, że zaniedbałam siebie, moje ciało, duszę i inteligencję. Zaprzestałam czytania książek, ćwiczeń i długich, uspokajających spacerów. Bardzo miło by było do tego wszystkiego powoli wrócić, dlatego - wraz z wiosną - zakwitł mi w głowie pomysł na tego bloga:
Będę sumiennie prowadzić dziennik z moich rezultatów, myśli i rozważań. Zależy mi na miejscu, w którym będę mogła sama siebie mobilizować dotychczasowymi osiągnięciami i ciągnąć to wszystko dalej. Z racji, że pisanie na papierze w ogóle mi nie wychodzi, zacznę tutaj. Jeśli i tutaj nie wyjdzie - będę zmuszona szukać kolejnych sposobów. Nie odpuszczę.